Biwakowanie gdy nie ma już lata

Choć do zimy jeszcze daleko, to dla wielu myśl o biwakowaniu pod namiotem w listopadzie może okazać się tak samo niedorzeczna, jak opcja spędzenia nocy w plenerze w styczniu. Nie oszukujmy się, 16 stopni na plusie, to temperatura komfortowa dla wielu, ale dla równie wielu graniczna. Gdy słupek spadnie do 5-6 stopni, zaczynamy sprawdzać, czy woda przypadkiem nie zamarza tak samo, jak właśnie odmarzają nam kończyny. Zmierzmy się dziś z tym wyzwaniem i rozplanujmy taki biwak z drużyną…

1 zasada każdego wyjazdu – ZAPLANUJ

Zła pogoda (w tym „trzaskające mrozy”, o których dziś rozmawiamy) jest o niebo mniej groźna, gdy jesteśmy na nią przygotowani. Jeśli więc nocleg w niskiej temperaturze nie jest wynikiem nieprzewidzianego wypadku (czyli nie mówimy o survivalu), to przygotowanie do nocowania zaczynamy dużo wcześniej. Inaczej spakujemy się na deszcz, inaczej na niskie temperatury, jeszcze inaczej, jeśli prognozy przewidują śnieg na czy gradobicia. Zabranie prostego poncha lub dodatkowej pucówki, to niewielkie obciążenie, a różnica w komforcie na miejscu ogromna. Jeśli pomijamy etap przygotowania, świadomie ściągamy na siebie niepotrzebne ryzyko. Dobrzy bogowie dali nam prognozy pogody dostępne z dowolnego smartfonu i warto z nich korzystać 🙂

Pokaż mi, co nosisz, a powiem ci, czy pada

thomas_woodson_rain_hike

To, że w zimne dni zakładamy co innego niż w ciepłe, jest oczywiste – pytanie, jak inne to coś być powinno?

Po pierwsze głównymi zmorami, z jakimi będziemy musieli walczyć jesienią, będą przemoczenie i idące zaraz za nim wyziębienie. Latem wietrzyk miło schładza, a deszcz powoduje, że przez następne trzydzieści minut buty będą schły na nogach. Jesienią oba zjawiska doprowadzą do znaczącego pogorszenia naszego samopoczucia.

Każdy ma inną wrażliwość na niekorzystne okoliczności, ja przykładowo, nie znoszę mieć mokrych stóp. Automatycznie czyni to kwestie obuwia priorytetową. Jeśli macie tak samo, zadbajcie o wysokie buty, najlepiej z membraną, a już na pewno wydajcie 20 zł na spray do konserwacji i zaimpregnujcie je przed wyjściem. Dla wodoszczelności butów dużo bardziej od samego deszczu zabójcza jest mokra trawa, o którą nie trudno nawet jeśli nie pada. Zupełnie nie przeszkadzają mi mokre spodnie, co oznacza, że na tej części garderoby mogę oszczędzić. Jeśli jednak macie inaczej, to warto pomyśleć o dodatkowych przeciwdeszczowych spodniach. Są lekkie i zajmują bardzo mało miejsca. Kurtka, która chroni najważniejszą część ciała i tu chyba nie ma osób, którym by nie przeszkadzała wilgoć czy niska temperatura. To jednak bardzo indywidualna sprawa, każdy ma inną wymianę ciepła i jednym wystarczy prosta wiatrówka z naciskiem na dobrą wentylację (ja do nich należę) a inni będą potrzebowali czegoś co od razu dogrzeje. Nie ma innego sposobu niż wyczucie w praktyce w czym nam się chodzi dobrze. Warto też przewidzieć pokrowiec na sam bagaż – żaden plecak nie jest w 100% wodoszczelny! Najłatwiejszym rozwiązaniem jest poncho, które ochroni zarówno nas jak i wszystko co dźwigamy 🙂

Już nasze mamy powtarzały, by ubierać się na cebulkę i to mądre stwierdzenie aktualne jest tak samo dziś, jak i będzie aktualne jeszcze długo. Zakładanie kilku warstw daje nam możliwość dostosowywania ich do warunków i formy aktywności za każdym razem, gdy jeden z tych czynników się zmieni.

Nie jest to rozbudowany artykuł o odzieży, więc nie zatrzymuję się tu dłużej, zapamiętajcie tylko by ZAWSZE mieć w kieszeni kurtkę/poncho/worek na śmieci/cokolwiek co zabezpieczy was przed deszczem i wiatrem. Tak samo, jak warto by w plecaku znalazło się trochę luzu na dodatkowy polar/sweter/puchowy bezrękawnik. Ta dodatkowa warstwa przyda się na postojach, a czasem jako docieplenie na noc.

Nocleg wymaga izolacji

To chyba najtrudniejsze z zagadnień, którego obawia się każdy, kto patrzy za okno w taki dzień jak dziś i widzi strugi deszczu obmywające nieprzychylnie zerkający na nas termometr.

Rozważmy dwa przypadki: namiot i hamak. Nie piszę tego jako teoretyk, oba przypadki rozgrywałem i całkiem nieźle umiem porównać.

Namiot: profesjonalny namiot, na zimowe (również jesienne) warunki, to znaczny wydatek. Nie koniecznie musimy się porywać aż na taki sprzęt. Warto jednak zwrócić uwagę, by był to namiot dwuwarstwowy, co zapewni znacznie większy komfort termiczny. Wyeliminowałbym marketówki, ale już nawet najprostszy namiot z decathlonu da radę, jeśli reszta sprzętu będzie dobrze dobrana. Namiot nie powinien być za mały – im zimniej tym mamy zwyczajowo więcej sprzętu, więc i miejsca w namiocie potrzeba więcej. Z drugiej strony, za dużo miejsca pomiędzy ciałami, nie pomoże we wzajemnym ogrzaniu się, warto więc mieć idealnie miejsca w sypialni na liczbę osób i przedsionki na sprzęt.

WD11-1024x768-1024x768Hamak: z założenia jest jednoosobowy, więc odpada myślenie o liczbie osób, dochodzi za to konieczność zadaszenia (tarp). Jakość hamaka i tarpu nie ma znaczenia, dużo ważniejsze będą kolejne czynniki. Zależnie od konfiguracji, w jakiej rozwiesimy tarp, możliwe jest szczelne zamknięcie się ze wszystkich stron, co znacznie ograniczy utratę ciepła.

 

 

-mg-3898N: kluczowe znaczenie będzie miała izolacja od podłoża. Zwykła karimata nie wystarczy, a rozważanie spania na złożonej kurtce zakrawa o szaleństwo. Myśląc o jesienie, bez specjalnej szansy na kilkadziesiąt centymetrów śniegu, nie musimy rozważać tego, jak go wcześniej usunąć. Musimy się jednak liczyć z mokrym podłożem, więc i wzmocnieniem izolacji od gruntu – powinna wystarczyć plandeka budowlana (ta sama, której w konfiguracji z hamakiem użyjemy jako tarpu). Następnie potrzebujemy kolejnych warstw już wewnątrz namiotu: folia NRC, koc wełniany, porządna karimata lub mata samopompująca. Zimą będziemy czasem zdwajali warstwy, teraz nie ma jeszcze takiej konieczności. Izolacja od podłoża to kluczowy aspekt podczas biwakowania w zimne dni! Dużo więcej ciepła stracicie jeśli będzie was ziębiło od ziemi, niż jeśli rozsunie się śpiwór.

H: problem izolacji od podłoża rozwiązuje się samoistnie. Potęguje się zaś ten związany z samym śpiworem, ale to za chwilę.

 

N: śpiwór powinien być dostosowany do pory roku i raczej cokolwiek poniżej kilograma jest za cienkie i nie zapewni komfortu w listopadzie. Mając do wyboru śpiwór za cienki i za gruby, zawsze lepiej wziąć ten drugi i go po prostu rozsunąć delikatnie. Pomimo, że ten element wyposażenia zabierze wam najwięcej miejsca w plecaku i najbardziej ze wszystkiego obciąży – nie warto szukać tu oszczędności kilkuset gramów czy kilku litrów. Dobrą opcją jest łączenie śpiworów i ogrzewanie się wzajemne dwóch osób. Nie każdy jednak to lubi, nie każdy może. Zwróćcie więc tylko uwagę, by komfort odpowiedni był do przewidywanej pogody. Jeśli wasz sprzęt nie spełnia tych wymagań, konieczne będzie jeszcze docieplenie się czymś na wierzchu. Tu dobry będzie koc (nie kocyk, a porządnych rozmiarów i grubości koc) polarowy i ponownie rozważenie, by zakrywał on kilka osób, pozwalając im korzystać ze wspólnego ciepła.

jrb-bear-mtn-bridge-tarpH: tu dochodzimy do największego wyzwania przy hamakowaniu. Jak dobry nie byłby śpiwór, będzie on ugniatany przez hamak z trzech stron i w porównaniu ze spaniem w namiocie pojawi się nam problem przenikania ciepła z każdej strony. Tu rozwiązania są dwa. Prostsze, tańsze i mniej skuteczne, to po prostu włożenie do hamaka tej samej karimaty, którą wzięlibyście do namiotu. Nadal jednak może być zimno na bokach. Rozwiązaniem lepszym, ale i droższym jest wyposażenie się w podpinkę do hamaka (underblanket). Zyskujecie wtedy warstwę ocieplenia, która nie będzie ugniatana i spełni w pełni swoje zadanie. Sam śpiwór będzie tym samym, który zabralibyśmy pod namiot.

W obu przypadkach odzież, w jakiej śpimy pozostanie taka sama. Warto jednak by był to oddzielny komplet, niż ten, w którym spędziliśmy cały dzień. Czyste ubranie lepiej izoluje. Szczególnie polecam dodatkową ciepłą czapkę i skarpety.

Lepiej jest zasnąć w minimalnej liczbie odzieży i w razie potrzeby dołożyć coś na siebie. Ludzki organizm ma znacznie większą tolerancję na niesprzyjające warunki niż wydaje się osobą przywykłym do centralnego ogrzewania. Jeśli jednak zasypiając dajecie mu odczuć, że jest super ciepło, bo dopiero co dużo się ruszaliście, a zaraz po tym owinęliście się szczelnie kilkoma warstwami izolacji, nijak nie prowokujecie go do mobilizacji i samodzielnego ogrzania. Jednocześnie zakładając na  starcie wszystko, co macie, nie zostawicie sobie nic na docieplenie, gdyby jednak nie była taka potrzeba.

W żadnym przypadku nie chowajcie twarzy w śpiwór. Pomimo złudnego wrażenie, że jest cieplej, bo ogrzewacie wnętrze swoim oddechem, wprowadzacie do środka znaczną ilość pary wodnej, która w krótkim czasie obniża parametry termiczne śpiwora!

Na koniec tego działu, pozytywny fakt: jeśli zaśniecie w komforcie cieplnym, nie istnieje ryzyko zamarznięcia: organizm wybudzi was samoistnie, jeśli temperatura spadnie za bardzo 🙂

Gotowanie

37547-Autumn-Camp-FireW porównaniu do lata warto wziąć pod uwagę dwie zmienne. Wszystko będzie gotowało się dłużej. Ponownie, raczej to oczywiste: jest zimniej, więc najpierw trzeba zrobić lekko cieplej, by było jak latem, a potem dopiero zrobić gorąco. Co więcej, wszystko będzie się też znacznie szybciej wychładzało, więc odstawienie makaronu „na chwilę” by przygotować sos, może to zniweczyć wysiłek ostatnich kilkunastu minut. Warto przygotowywać więc dania, w których będziemy w stanie jednocześnie podgrzewać wszystkie składniki.

To prowadzi nas do kolejnego czynnika – gaz (i inne paliwa) mają mniejszą wydajność przy niższej temperaturze. Inaczej zachowują się też wraz ze spadkiem ciśnienie, ale nie omawiamy dziś wypraw wysokogórskich, więc zatrzymajcie to jako ciekawostkę na później. Problem nie jest na tyle znaczący jesienią, jak może być przy -20 stopniach, więc nie będziemy rozważali jak mu zaradzić, wystarczy, że weźmiecie poprawkę na to zjawisko i zabezpieczycie więcej gazu, dodatkowe kostki paliwa, czy nazbieracie więcej drewna.

Najważniejsza myśl z tego działu: zaplanujcie więcej czasu na samo przygotowanie posiłku, niż jesteście do tego przyzwyczajeni latem.

Dzień kończy się szybciej

Później też się zaczyna. Wbrew pozorom to bardzo ważny czynnik, bo znacząco ogranicza nasze możliwości. Odliczając czas na zwinięcie i rozstawienie obozowiska (które mało komfortowo wykonuje się po ciemku) pozostaje nam kilka godzin na wędrówkę, czy wszystko inne wymagające światła. Tu znów warto wrócić do poprzedniego punktu i uwzględnić czas konieczny na przygotowanie głównego posiłku. Może nie warto tracić dwóch z siedmiu godzin dnia na walkę z rosołkiem i zmienić kolejność na tyle, by wymagające najwięcej czasu gotowanie odbyło się już po zmroku, w przygotowanym obozowisku. Jest to o tyle sensowne, że spędzimy w nim dużo więcej czasu, niż miałoby to miejsce latem, więc i ciepły posiłek nie wypadnie tuż przed snem, a po prostu w drugiej części dnia.

Podusmowując, biwakowanie jesienią nie jest znacząco trudniejsze od tego latem. Jeśli zaczniemy myśleć odpowiednio wcześnie, nie jest trudniejsze w ogóle 🙂 Wymaga jednak innego sprzętu i przygotowania. W zamian może jednak zaoferować przeżycia i widoki możliwe tylko o tej porze roku…

1189285-bigthumbnail

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s