Lesovik i my czworo

Początkowo miałem napisać gawędziarską relację z naszego wypadu nad Liwiec, ale uznałem, że może to jeszcze chwilę poczekać. Dziś, na szybko, skupię się na sprzęcie, jaki zabraliśmy, bo coraz więcej osób mnie pyta o porady, a w miniony weekend okazało się, że możemy poważnie myśleć o założeniu przedstawicielstwa Lesovika na region mazowiecki 🙂

41460079_2150741805046601_4416477637405310976_n

Pojechały nas cztery osoby, więc na pokładzie cztery profesjonalne hamaczki z oporządzeniem: dwa Duchy w standardowym zielonym kolorku, jeden Coyote Brown, ostatni to Ultralight w rewelacyjnym krokodylowym umaszczeniu. Najpierw więc kilka słów o nich:

Z Duchem od Lesovika przyjaźnimy się już kilka ładnych lat. Jeśli dobrze sięgam pamięcią, to pewnie pierwszy raz zabrałem go w czerwcu 2016 w Gorce. Trochę jako gadżet do poszpanowania, trochę by samemu poeksperymentować czy lubię. No i lubię! Od tamtej pory wyjechał już ze mną na dziesiątki wypadów w różnych porach roku, w różne miejsca, na różnej długości wyjazdy. No i nadal lubię! Spanie w hamaku to przyjemność innej kategorii, ale znów, nie o tym artykuł 🙂

Czemu wybrałem wtedy Lesovika? Bo miał dobre recenzje i optymalne dla mnie wtedy proporcje cena-waga-objętość:

  • Miętki baton wielkości litrowej butelki, można wepchnąć nawet do wypełnionego już po brzegi plecaka – sprawdzone, żaden wyczyn 🙂
  • 150×300 cm to optymalny wymiar dla dorosłego faceta o pełnych kształtach – testowane również dla dwóch i trzech osób!
  • Mega prosty i super funkcjonalny pokrowiec
  • 430g!

Czego chcieć więcej… Zawieszenia smuk! – Komuś, kto nigdy nie wieszał hamaka ciężko wytłumaczyć, po co upraszczać coś, co nawet przy standardowych dwóch sznurkach wydaje się proste. Ano warto 🙂 Szczególnie jeśli często rozwieszacie i składacie swoje wiszące łóżko. 150 dodatkowych złotych pozwala oszczędzić frustracji źle wymierzonego mocowania do drzewa. Jasne, że można bez tego, ale skoro budżet nie jest najważniejszą wytyczną, to zdecydowanie warto!

Zawieszenie i sam hamak podsumuję razem, bo przynajmniej u mnie to już nierozerwalny zestaw. Jeśli dysponujecie budżetem na poziomie 240zł, to sam duch będzie doskonałym rozwiązaniem, jeśli możecie dodać kolejne 150zł, nie wahajcie się i dokupcie Smuka. Dopiero, jeśli macie super nadmiar gotówki i lubicie gadżety, sięgnijcie po Ultralighta, który niby ma w zestawie dedykowany mu system zawiesi, jest przecudownie mały i lekki, to jednak ma w moim odczuciu pewne wady, które stawiają Ducha ponad swoim młodszym bratem.

Przede wszystkim nośność: 150 kg vs. 250 kg – niby mało kto waży tyle, by zagrozić któremukolwiek, ale już przytulając swoją drugą połówkę, szkoda się zastanawiać, w którym momencie coś strzeli. Znając harcerskie warunki, nie jest jakoś specjalnie dziwne siadanie również w trzy osoby – o ile w Duchu zaczyna się powolutku włączać ostrożność o tyle 150 kg to zdecydowanie za mały zapas 🙂

Po drugie pokrowiec: ten od Ducha jest otwierany z dwóch stron, co jest mistrzostwem świata podczas rozkładania i składania. Malutki i superlekki woreczek w Ultralightcie jest zwykłym woreczkiem, który po wyjęciu zawartości tylko patrzy gdzie by się tu zawieruszyć.

Zawieszenie Smuk: to od ducha jest genialnie proste, nie sposób nie ogarnąć, nie sposób źle zawiesić, po prostu działa. Jego „pocieniona” wersja jest jednocześnie przekombinowana, w miejsce standardowego karabinka dostajemy rureczkę… Jestem niezły z praw fizyki, bez problemu rozumiem zasadę działania, rozumiem, że pod obciążeniem nie ma prawa się wyślizgnąć… a jednak jakoś się kurcze wyślizguje już podczas rozkładania, szczególnie tym mniej sprytnym 🙂 Jest to jednocześnie kolejny element, który może postanowić uzyskać wolność. To jeszcze nie jest jednak największy problem tego systemu. Ta ultralekka wersja jest ultrarozciągliwa. Tam, gdzie duch wisi jak struna, owa krokodylowa konstrukcja ugina się tak, że by uniknąć szurania po ziemi, trzeba podwiesić ją na drzewie na wyciągniętych ramionach 😦

Reasumując – bierzcie Ducha! Gwarantuję, że będziecie zadowoleni 😀

No i mamy ideał! Prawie… Bo przecież nocka może być chłodna, więc podpinka pod hamaczek nie jest zbytkiem luksusu. Mieliśmy takie dwie – więc dwie pozostałe osoby, pomimo bliskiego przytulania, rankiem narzekały lekko na temperaturę 🙂

Cena podpinki powala. Z tym nie dyskutujemy. Za 460zł można poważnie pomyśleć o puchowym śpiworze. W przypadku hamakowania nie ma jednak aż takiego znaczenia, jak magiczny jest śpiwór, tak długo, jak wsadzamy go do środka i pozwalamy, by materiał hamaka spłaszczył go do grubości pomijalnej przy rozpatrywaniu jego izolacyjności. Nie da się więc inaczej jak z karimatą lub właśnie podpinką. Testowałem oba rozwiązania – wybieram podpinkę.

Podpinka konieczna nie jest, sam dostałem swoją dopiero tok remu, czyli pierwszy rok jeździłem bez niej i nie tylko żyłem, ale miałem z hamakowania frajdę nawet w zimie. Jak już wspomniałem, cena jest zaporowa, więc polecam wykorzystanie na tą okazję jakiejś okazji(!) Taki wydatek mobilizuje, by mieć więcej niż 10 fajnych znajomych, zaprosić ich na imprezę i mieć nadzieję, że dość opowiadaliśmy im, o czym marzymy i gdzie to kupić.

Jeśli prócz ceny studzi Was rozmiar i waga nowego gadżetu, to uspokajam, że w cieplejsze dni, Otula można nosić zamiast śpiwora, a w te ciepłe mniej wystarczy najlżejsza Quechua z Decathlonu i komfort termiczny pozostaje.

Czy można kupić coś innego niż Lesovik? Najpewniej można, ale nie testowałem nigdy, więc się nie wypowiem. Tu za ceną na pewno stoi jakość, sprawdzona w boju przeze mnie i komendanta!

Całość zadaszamy tarpem – tu niestety tylko jeden lesovik, za to od razu w najbardziej wypasionej wersji Ultralight 2. Sam mam wahnięcia, czy warto szarpnąć się aż na taki zakup. Od początku przygody z puszczaństwem używam standardowego DD 3×3, który kosztuje połowę tego, co Groza lesovika, czy nawet trzecią część, jeśli rozpatrujemy obecnego z nami nad Liwcem Ultralighta. Ten ostatni wygląda jednak zjawiskowo, ma super wygodne samonapinające się odciągi i jest malusi/lekkusi – waży i zajmuje połowę tego co moje DD, czyli pozwala zyskać „wolne” kilogramy na jakiś dobry obiad. Czy jest jednak aż tak magiczny? Nie wiem… Pomimo mojej ogromnej miłości do komplecików, mam poważne wątpliwości. Standardowa Groza ma niemal identyczne parametry jak DD, więc nieco trudno mi znaleźć motywację do przepłacenia. Lesovik zawsze będzie miał mega przewagę, przez sam fakt ulokowania produkcji w naszym kraju, a nie w Państwie Środka. Nie ukrywam, że biało czerwona naszywka przy każdym sprzęcie sprawia mi po prostu radość.

Ktoś kiedyś uświadomił mi, że powinno się kupować najlepszy sprzęt na jaki nas stać. Niestety w moim przypadku, ów Ultralight przegrywa priorytetami z całą listą innego sprzętu, którego nie mogę zastąpić tańszymi odpowiednikami. Może kiedyś, jako drugi tarp będzie godny rozważenia. Mógłbym wtedy lepiej dobierać wyposażenie pod konkretny wyjazd, optymalizować wagę. Szczególnie jakaś fajna wersji walącego po oczach pomarańczu… Póki co jest to jedyny element ekwipunku, gdzie nie będę fanatycznym ambasadorem polskiej firmy 😦

Widząc uśmiech Bartka, wiem jednak, że sama frajda z posiadania takiego mega sprzętu jest bezcenna. Przyjmę, więc z uśmiechem, jeśli ktoś będzie rozdawał!

 

Krótka, polowa sesja zdjęciowa omawianego sprzętu prezentuje się zaś jak na obrazkach poniżej. Fotograf: Martyna M. by 72

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s