Pakuj bety swe i leć ze mną tam… cz. 2

Sprzęt:

Moja ulubiona część i tu z zamiłowaniem maniaka trwonię cenne gramy, których tak pilnowałem przy ubraniu 🙂

  • Tarp – nadal się biję z myślami czy go ciągnąć, bo najpewniej i tak bierzemy namioty, możliwe jednak, że zaryzykuję zamiast tego tylko z plandeką 🙂 W innym przypadku jej nie biorę – mam poncho, które awaryjnie da mi to samo.
  • Hamak – nawet jeśli będę brał namiot, to 500g Ducha i tak sobie podźwigam, by móc kilka razy położyć się patrząc w niebo i zapomnieć o świecie.
  • Śpiwór puchowy – 880g, 4l objętości, komfort przy -9, ufam, że będę miał znaczny zapas termiki – mój dotychczas najdroższy zakup turystyczny, zobaczymy, na ile warto było się szarpnąć.
  • Karimata – tu nadal nie mam pewności, czy wezmę matę samopompującą, czy zwykłą karimatę, ocenię pod koniec pakowania ile mam miejsca w plecaku. Za tą pierwszą przemawia wygoda i komfort termiczny, za drugą waga.
  • Kije trekingowe – dla mnie w górach podstawa, szanuję swoje kolana, dodatkowo to dobra podstawa do kilku konfiguracji tarpa.
  • Paracord – 20-30 m linki przydaje się ZAWSZE, szczególnie że reszta jej tradycyjnie nie będzie miała. Paracord to jednak szczyt wagowy, na jaki chce mi się porywać tym razem, docelowo wymienię na lżejszą i mniejszą dyneemę, ale już nie w tym sezonie.
  • Saperka GSI – lekka, mała, do kopania dziur lub zakopywania g… doskonała. 
  • Victorinox Nomad – jedyny nóż, jakie zabieram, 8cm ostrza wystarczy do smarowania chleba, wiele więcej nie przewiduję.
  • Apteczka + zyrtec – apteczka grupowa, apteczką grupową, ale ja i tak zawsze zabieram swoją, bo kto ze sobą nosi, ten się prosi, a co ważniejsze mam w niej leki, które wiem, że na mnie działają w tym w szczególności ów Zyrtec, bez którego zdarza mi się umierać od kataru…
  • EDC – to powinienem opisać na sam koniec, ale kiedyś poświęcę nerce EDC osobny wpis. Teraz musi wystarczyć, że ten mały zasobnik zawiera wszystko, czego mógłbym potrzebować/zapomnieć. Tym razem będzie on o tyle ważniejszy, że nie biorę głównej latarki i będę działała tylko na petzl e+lite.
  • Butelka Nalgene+kubek+spork – litrowa butelka z szerokim wlewem, tytanowy kubek z przykrywką i tytanowy spork, to mój standardowy zestaw posiłkowy. Zwykle noszę przy sobie 2l wody, więc Nalgene załatwia mi pierwszy litr, kubek wystarcza, by zagotować wygodnie 500ml i jest głównym naczyniem przy dzieleniu się w grupie z jednego kociołka. Metalowy widelec prócz swojego głównego zastosowania, w przeciwieństwie do swoich plastykowych braci, nadaje się do mieszania na patelni.
  • Kubek składany – kolejne naczynie, jeśli potrzeba  by więcej niż jedno danie zmieścić i pojemniczek na kawę, gdy w kubku gotuję wodę.
  • drip – mój najnowszy gadżet od GSI. Jeszcze nie testowany, ale cieszę się na samą myśl. Pomijalna waga, a frajda z zaparzenia kawy na Trolltunga bezcenna 😀
  • Kuchenka na drewno – ja używam Samotnego Wilka, ale co komu wygodnie. Grunt, by zabezpieczyć możliwość gotowania, gdy zbraknie gazu.
  • Kettle – ponieważ jadę z grupą, będzie trzeba gotować więcej niż mój jeden kubek, kettle jest stworzony do gotowania wody, ale z paleniskiem robi za drugą, większą kuchenkę na drewno.
  • Paliwo turystyczne – 5g kostki paliwa syntetycznego. Awaryjnie do gotowania, jako rozpałka. Zabieram pierwszy raz na testy.
  • 2x Powerbanki+ładowarka – szybka ładowarka GC i tak samo szybki powerbank GC Prime 10000 mAh jako główny, drugi 4000 mAh z opcją ładowania iWatcha, jako zapasowy.
  • Filtr – jako gadżet, który zakładam, jakoś specjalnie się nie przyda na tym wypadzie, ale skoro mam i nie waży szczególnie dużo, to może się przydać.
  • Termos – kolejne 0,5l wody, możliwość ciepłej herbaty zaraz po obudzeniu. Tu zainwestowałem, może nie w topowy produkt, ale jednak bliżej niż dalej od tego topu. Zależało mi na dobrym trzymaniu temperatury i szczelności. Wybrałem mały model, bo duży „zimowy” mam i często okazuje się, że nie dopijam całości. Tym razem przetestuję więc połowę mniejszy.
  • Butelka dafi – kolejne 0,5l i jedno z moich największych odkryć minionego roku. Można bez obaw napełnić z dowolnego kranu, nawet zaraz po kontroli lotniskowej!
  • Kosmetyczka – jakiś minimalistyczny zestaw – jestem facetem, to mi łatwiej: pasta, szczoteczka (bambusowa, bo wreszcie się dorobiłem!), mydło, no i tyle 🙂
  • Izotonic – nie zawsze mam ochotę na samą wodę, a co ważniejsze ta ze strumienia jest słabo przyswajalna przez organizm, więc dodatkowo zabieram zawsze jakieś tabletki, tym razem podniosłem budżet i zamiast „plusza” z carrefoura zakupiłem izotonic z decathlonu :p
  • Worki na śmieci – przyniosłeś, zabierz ze sobą – mówi jedna zasad LNT, więc trzeba mieć w czym zabrać.
  • Worki na psie odchody – no dobra, nie na psie. Jeden rulonik na całą grupę, przy założeniu, że częściej śpimy na kempingach niż poza, powinno starczyć z naddatkiem.
  • Mały ręcznik – ponownie, jestem facetem i 65×90 mikrofibry to wręcz duży ręcznik i na ten wyjazd całkowicie wystarczy.
  • Plakietki+naramienniki+sznury – to jednak obóz harcerski, więc będą potrzebne, obojętne ile ważą 😀
  • Notes+długopis – do myśli niepoukładanych, prowadzenia rachunków i planowania kolejnego dnia, a bardziej kolejnego roku tej drużyny…

 

c.d.n.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s